Tama, czyli wio
Rzecz o psim zaprzęgu

Czym dla Europejczyka czy Azjaty był koń, tym pies dla polarnego Eskimosa. Siłą pociągową, co umożliwiła dalekie myśliwskie podróże i transport ciężarów, których pieszo nijak nie przeniesiesz.

Psy arktycznej rasy - grenlandzkie husky - są silne, odporne na zimno i głód i naprawdę lubią ciągnąć. Bez problemu wytrzymują długie okresy żywiąc się wyłącznie zamarzniętą karmą i śniegiem. Są blisko spokrewnione z wilkami polarnymi. Mało szczekają, za to podobnie jak one wyją. Wyraźna wśród nich jest hierarchia stadna i silny instynkt walki.
W celu zachowania czystości rasy, wprowadzono na Grenlandii zakaz hodowli psów innych ras od gminy Sisimiut na północ i na całym wschodnim wybrzeżu. Analogicznie psy grenlandzkie można hodować tylko na tych obszarach.

Psie zaprzęgi stosowali Eskimosi żyjący nad zamarzającym zimą morzem albo mieszkańcy płaskiej tundry. Nie znali ich mieszkańcy południowej Grenlandii, gdzie zimą morze nie zamarza, a więc można było polować z kajaka. Nieco podobnie sprawa się miała ze śnieżnymi domkami (iglu w dialekcie inuktikut znaczy tyle co dom), które budowano - zresztą zazwyczaj jedynie jako tymczasowe schronienia podczas podróży - jedynie na północny Grenlandii i w Arktyce amerykańskiej.
Swego czasu na Grenlandii żyło więcej psów niż ludzi. Latem wałęsały się głodne, albo były wywożone łodziami na osobne wysepki, gdzie czekały na nadejście lepszych czasów, czyli zimy, kiedy w trosce o dobry napęd właściciele dbali o ich odkarmienie.

Sanie niegdyś budowano z kości wielorybów i innych części zwierząt oraz znalezionego na brzegu drewna dryftowego. Materiałem na płozy mogły stać się duże ryby albo nawet kawałki mięsa morsa owinięte w namoczone skóry. Ślizgi powstawały przez polanie płóz przegotowaną wodą (lód bez zawartości tlenu jest gładszy) i wypolerowanie kawałkiem futra. Ubytki ślizgów w czasie drogi można było uzupełnić moczem. Dziś sanie robi się wyłącznie z drewna i metalowych sztabek. Ślizgi najczęściej są metalowe, choć nieraz pokrywa się je paskami plastiku (nylonu). Do wyrobu sań stosuje sie różne gatunki drewna, głównie sosnę. Fachowcy od sań są jednocześnie specami od drewna, mimo że niektórzy mogli nigdy nie widzieć rosnącego drzewa.

Mamy więc sanie (qamutit) i mamy psy (qimmit), które trzeba do nich jakoś zaprząc. Metody są różne, ale na Grenlandii przyjął się system wachlarzowy, na który pozwala zazwyczaj otwarta przestrzeń. Każdy pies przyodziany jest w uprząż i połączony bezpośrednio z saniami swoją własną linką. Biegnąc z grubsza równolegle zaprzęg tworzy wachlarz.
Chyba najbardziej uciążliwe dla woźnicy jest zaprzęganie psów. Nie przejmując się ustaloną odgórnie kolejnością, mają one zwykle do załatwiania między sobą własne sprawy, zanim więc ostatni pies zostanie podczepiony do linki, pozostałe są już splątane. Kiedy woźnica upora się z tym dynamicznie zmieniającym się węzłem gordyjskim, daje polecenie do biegu: tama. Sterowanie odbywa się za pomocą głosu i bata. Okrzyk ili, ili, ili wspomagany uderzeniem bata z lewej strony zaprzęgu ma skłonić psy do skrętu w prawo, a iu, iu, iu i uderzenie z lewej każe im skręcić w lewo. Psy reagują na komendy analogicznie jak konie na ucisk.

Obecne przepisy łowieckie zabraniają używania maszyn silnikowych przy polowaniach w niektórych rejonach, co wymusza korzystanie z psich zaprzęgów. W wielu grenlandzkich osadach zaprzęgi są nadal prawie tak powszechne jak wieki temu.
Przy okazji warto wspomnieć, że jedną z prawnych metod zapobiegania nadmiernemu przetrzebieniu narwali jest zakaz używania broni palnej, co z kolei wymusza używanie tradycyjnego harpuna (i co jest nota bene mniej humanitarne, bo zwierzę dłużej cierpi).
Ale nie tylko przepisy każą myśliwym używać psich zaprzęgów. Alternatywą jest skuter śnieżny, który jak wiadomo jest hałaśliwy i nieraz się psuje. Porządnie odkarmione psy nigdy się nie zapsują. W przeszłości stanowiły dodatkowo rezerwę żywnościową, bowiem kiedy polowania kończyły się fiaskiem i w oczy zaglądał głód, zjadano najpierw psy.

Nie tylko polowania, ale i rozwijająca się turystyka będzie zapewne jeszcze długo podtrzymywać tradycję psich zaprzęgów na Grenlandii. Przejażdżki zaprzęgiem, choćby półgodzinne, są jedną z głównych atrakcji dla wycieczek przyjeżdżających zimą.

ToMasz
06-03-2007