Zakupy


Chcąc niechcąc, trzeba w końcu zaopatrzyć się w jednym z dwóch tutejszych sklepów.Jego nazwa Pilersuisoq to grenlandzka zachęta do zakupów. Pod względem asortymentu to taki polski GS z millitary shop razem wzięte. Zaraz przy wejściu półka z bronią różnego kalibru. Warto dodać, że każdy kto tylko chce, może nabyć broń bez pozwolenia. Po broni czas na spożywkę. W zasadzie są tu wszystkie niezbędne rzeczy z mieszankami mlecznymi dla niemowląt włącznie. Oczywiście rozsądny człowiek domyśli się, że różnorodność w danych asortymentach jest niewielka, wszystko głównie duńskie. W każdym razie przyjeżdżając na dłużej można sobie darować zabieranie: włóczki i drutów, świeczek i świeczników, zabawek dla dzieci, nici, wazonów, przewijaków dla niemowląt (właśnie 2 sztuki jakie leżały długo w sklepie zostały przecenione), stojaków do wina typu Ikea (jeszcze nie przecenione), no i środków higienicznych. Najmniej jest oczywiście świeżych warzyw i owoców. Trochę więcej jest mrożonek. Są też „świeże” jabłka, które czasem wyglądają tak, jakby je trzymano od ubiegłego lata. Gruszki, banany oraz pomarańcze też bywają, ale nie zawsze. W tej sytuacji dla wegetarian poleciłabym inny egzotyczny zakątek świata.

Trochę o cenach. Pod tym względem Grenlandia należy chyba do czołówki najdroższych krajów. Najdroższe są tu świeże warzywa i owoce a także nabiał. Większość produktów jest sprowadzana drogą lotniczą z Danii. Brak konkurencji również sprzyja drożyźnie. Jedynym przewoźnikiem lotniczym z kontynentu (Kopenhaga) są linie Air Greenland, które zaopatrują wszystkie, w ilości dwóch, sklepy w Kangerlussuaq.
Również statki transportowe, które kursują między Europą a Grenlandią należą do jednej firmy.

Sklepy sklepami, lecz można samemu próbować zdobywać pożywienie lub kupić mięso bezpośrednio od lokalnego myśliwego. Zwykle sprzedawane jest przy ulicy tuż za wyjściem z lotniska. Jest to nie tylko okazja do nabycia mięsa woła piżmowego czy renifera ale niesamowite przeżycie. Historia z życia wzięta: Cena wywoławcza mięsa 80 koron za kilogram (45 zł) po krótkim targu w języku migowym (jak zwykle okazał się najbardziej uniwersalnym językiem) zeszła do 70 koron. Wskazałam duży udziec, wyglądający najbardziej „rześko”. Grenlandczyk, chwyciwszy za nóż, odkroił solidny kawał (z 1/5 całego uda), jak się okazało w domu 2,7 kg. Chyba eskimoska waga "na oko" zaczyna się od 5 kilo stąd ta różnica.
Żeby samemu zdobywać pożywienie trzeba mieć broń i wykupić licencję. Ewentualnie, cofając się nieco w czasy dzieciństwa, można spróbować zapolować z procy na pardwę lub wybrać łatwiejszy sposób... kupić kuszę na stadionie X-lecia w Warszawie.

Sylwia (05-10-2005)