Na szczycie lądolodu


Dwie godziny - tyle wystarczy by przenieść się z poziomu morza na szczyt grenlandzkiego lądolodu. 23 kwietnia jeden z towarowych samolotów amerykańskiej Gwardii Narodowej rozpoczyna sezon lotów do Summit Camp, stacji badawczej zbudownej w najwyższym punkcie lądolodu. Szczyt to swoisty, bez widocznego wierzchołka, będący kulminacją łagodnie wznoszącej się czapy, pokrywającej całe wnętrze wyspy. O tym, że jesteśmy na wysokości 3200 m n.p.m. świadczy jedynie rozrzedzone powietrze i objawy choroby wysokościowej pojawiające się w ciągu dwóch godzin po wylądowaniu.

Przyleciałem tu w delegację i moim zadaniem jest budowa anteny na dwa pasma krótkofalowe, która pozwoli łączyć się z bazą logistyczną w Kangerlussuaq oraz drugą amerykańską placówką na lądolodzie - Camp Raven. W dobie telefonii satelitarnej i szerokopasmowego internetu przez satelitę, łączność krótkofalowa nie traci na znaczeniu, bo poza kosztami sprzętu nic nie kosztuje.
Konstrukcja anteny (opis techniczny) nie jest skomplikowana, a plan pracy został szczegółowo przygotowany przez przyjazdem. Jednak ogólna słabość, ból głowy i nudności, które atakują organizm nienawykły do szybkiej zmiany wysokości, spowalniają postęp w konstrukcji. Atmosfera ziemska w obszarach polarnych jest cieńsza niż bliżej równika, stąd negatywne odczucia związane z wysokością pojawiają się tu na niższej wyskokości niż gdzie indziej. Miejsce wogóle wydaje się nieludzkie. O ile do wysokości można przywyknąć, to niezwykle suche powietrze, niskie temperatury przez cały rok, silne wiatry i bezmiar białej płaszczyzny otaczającej stację wydają się wystarczająco odstręczające od pozostania tu na dłużej. Mimo to nie brak chętnych do pracy w Summit nawet w środku czarnej zimy. Ich kontrakty trwają trzy do sześciu miesięcy, a do wymiany załogi zimą służą świetnie spisujące się w Arktyce samoloty Twin Otter.

Skąd pomysł budowy stacji na szczycie lądolodu? Miejsce wybrano ze względu na najgrubszą warstwę lodu. Zamierzano bowiem dokonać jak najgłębszego wiercenia w lądolodzie, które pozwoliłoby prześledzić historię klimatyczną półkuli północnej i w konsekwencji poznać mechanizmy rządzące zmianami klimatu w przyszłości. Historia ta zawarta jest w pęcherzykach powietrza i cząsteczkach uwięzionych w lodzie w ciągu setek tysięcy lat. Później doszły inne projeky badawcze, głównie związane z klimatem i w efekcie stacja działa przez cały rok.

Podczas gdy na dole rozpoczyna się wiosenna odwilż, tu, na trzech tysiącach, o klasycznej wiośnie nie ma co marzyć. Temperatura nigdy nie wzrasta powyżej zera. Na pocieszenie latem przez całą dobę świeci słońce. Utrzymanie budynków na środku lądolodu wiąże się z koniecznośćią ich okresowego podnoszenia w związku ze stale przyrastającą warstwą śniegu. Moja antena też zostanie kiedyś zasypana. Jej funkcjonalność jednak nie powinna się zmienić, ponieważ suchy śnieg ma dla krótkich fal radiowych podobne właściwości jak powietrze, czyli jest świetnym izolatorem.

Trzeciego dnia Hercules zabiera mnie spowrotem na poziom morza. Mimo że sam lot trwa dwie godziny, przez połowę tego czasu samolot nie może się wzbić w powietrze ze śnieżnego pasa startowego. Trzy razy zawraca, sunie na nartach na początek pasa i próbuje ponownie. Wreszcie rakiety wspomagające odpalają i unosimy się nad kłującą w oczy bielą.

ToMasz
28-4-2007

Więcej zdjęć w galerii.
Strona stacji Summit


Do strony głównej