
Prawie każdy Grenlandczyk wyedukowany na poziomie podstawowym porozumie się z obcokrajowcem po duńsku. Znajomość angielskiego jest zdecydowanie mniej powszechna. Duński to język byłych kolonizatorów, obecnie jeden z dwóch urzędowych, dzięki któremu Eskimosi posługujący się trzema językami (tak różnymi od siebie, że trudno je nazwać dialektami) są w stanie dogadać się ze sobą. O grenlandzkich zawiłościach językowych można poczytać gdzie indziej.
W pewien majowy wieczór, podczas wizyty rekonesansowej jeszcze przed formalnym zatrudnieniem, zostałem zaproszony do domku szefa stacji na urodziny jego grenlandzkiej narzeczonej. Na imprezie pojawiło się kilkoro tubylców. Spróbowałem przełamać pierwsze lody i nauczyć się zestawu zwrotów w lokalnym języku.
Na wstępie krótki instruktaż wymowy. Na szczęście na Grenlandii obowiązuje czysty alfabet łaciński, bez dodatkowych znaków specjalnych, czyli ogonków, kresek itp., więc z czytaniem nie ma większego (hmm...) problemu. Eskimosi we wschodniej Kanadzie używają kompletnie innego alfabetu sylabicznego wymyślonego onegdaj przez białych misjonarzy. W języku zachodniogrenlandzkim istnieje kilka dźwięków, których nie zna polska mowa. Są to: długie samogłoski zapisywane podwójnie (aa, ii itd.), dwa gardłowe dźwięki: r i g, miękkie t, nosowe ng (jak w angielskich końcówkach -ing), uff... I jeszcze jeden najbardziej osobliwy dźwięk zapisywany przez podwójne ll lub rl. Trudno wyjaśnić jego wymowę temu, kto nigdy jej nie słyszał, powinny natomiast sobie z nim poradzić osoby sepleniące. Warto zajrzeć do działu odsłuchowego i spróbować wychwycić rzeczony dźwięk w jednej z piosenek lub nagraniu z radia. Dodatkowo trzeba zaznaczyć, że z wyjątkiem t (a i to nie zawsze), wszystkie spółgłoski są dźwięczne, czyli atata brzmi bardziej jak adada.
Akcentujemy sylabę z podwójną samogłoską, a jeśli jej nie ma, to zwykle ostatnią.
Przystąpmy do nauki. Zdarza się, że chcemy być uprzejmi i potakujemy, nawet jeśli nie rozumiemy o czym mowa. Wtedy mówimy aap albo suu
.
Jeśli wystarcza odwagi, żeby zaprzeczyć, to zaprzeczamy: nie to naamik, a bardziej zdecydowane i zarazem mniej uprzejme to nagga
.
Przełamujemy pierwsze lody: ty to illit (tak, tu mamy owe podwójne "ll", uważamy by nie opluć rozmówcy ;)), a ja to uanga. Grenlandczycy nie zawracają sobie głowy zbytnimi uprzejmościami i podobnie jak współcześni Skandynawowie do wszystkich mówią na ty i po imieniu. Zapytajmy więc o imię: Qanoq ateqarpit?. Na odwzajemnione pytanie Illit? (a ty?) odpowiedzieć można Maria-mik ateqarpunga
w miejsce Marii wstawiając stosowne imię.
Jeśli nie ma o czym rozmawiać, spróbujmy o pogodzie.
Deszcz = sialuk. Słowo poznałem przez pomyłkę, albowiem pytając o renifera, czyli duńskiego rein, zostałem posądzony o zainteresowanie deszczem, czyli duńskim regn wymawianym [rejn]. Oczywiście dla mojej rozmówczyni jedynym znanym językiem obcym był duński.
Od deszczu przeszyliśmy do śniegu, który właśnie padał: apuk (to nieprawda, że Eskimosi mają jakąś niezwykłą liczbę słów określających to dziwo, ale o tym kiedy indziej).
Rozlano trunki, czas więc wznieść toast mowiąc kasuutta tamaata. Zagryzamy mięsem z grilla, warto więc się dowiedzieć jakie okoliczne zwierzęta można zjeść. A więc mamy renifera tuttu, woła piżmowego umimmak i białego polarnego zajączka ukaleq. Jest jeszcze lis polarny terianniaq, no i biały miś nanoq (q brzmi jak gardłowe "k"), który jednak w południowo-zachodniej Grenlandii pojawia się niezwykle rzadko.
Jako że często widzimy więcej niż jedno zwierzę, warto poznać choćby podstawową regułę tworzenia liczby mnogiej i kilka liczebników. I tak zamiast jednego (ataaseq) tuttu mamy dwa, czyli marluk tuttut (dodaliśmy 't'
na końcu), a za jednym umimmak podążają jeszcze trzy, czyli pingasut umimmat (z 'k' zrobiło się 't' - zasada wydaje się prosta, ale niestety są wyjątki). Liczymy dalej:
4 sisamat
5 tallimat (pamiętamy o uroczym 'll')
6 arfinillit
a teraz prawdziwy hardcore:
7 arfineq marlut
8 arfineq pingasut
9 qulilaluat lub qulingiluat lub arfineq sisamat (wyprowadzające z równowagi różnice gwarowe)
i dla rozluznienia:
10 qulit.
Chcąc nie chcąc, aby liczyć dalej, musimy opanować liczebniki duńskie, które są powszechnie stosowane. Co ciekawe, amerykańscy Eskimosi używają odpowiedników angielskich.
Jak więc widać nie ma mientkiej gry, ale dla pocieszenia Grenlandczyk o imieniu Lars zaproponował udział w wędkowaniu z jego łodzi i polowaniu na renifery. Czyż nie owocnie spędziłem czas?
Na koniec wypada się pożegnać dziękując (qujanaq) za miły wieczór tacie
(atata - wreszcie coś brzmi swojsko!) i mamie (anaana), dziadkowi (ataa), babci (anaa), prababci (anatiqqii), ... ech, zagalopowałem się - na imprezie byli tylko mama i tata z synem.
Dowidzenia - takussagut!
Trochę więcej info dla lingwistów amatorów znajdzie się w stosownym miejscu w dziale o Grenlandii. A tu dla przykładu trochę więcej po grenlandzku: strona operatora pocztowo-telekomunikacyjnego Tele-Post.