
Są chwile zwykłe jak ta teraz. Siedzę w domu, jakieś myśli kołaczą sie w głowie, co rusz zerkam za okno zalane słońcem. Dotarło właśnie do sypialni. To znak, że już druga połowa dnia. Według naszego „zegara słonecznego” przedpołudnie jest ze słońcem w salonie, a popołudnie ze słoncem w sypialni. Latem był jeszcze ranek, w świetle którego jadaliśmy śniadania. Dzień skraca się bardzo szybko.
Są też chwile niezwykłe, cudowne wręcz w swoim pięknie i prostocie. Cała gama wrażeń dotykanych wszystkimi zmysłami. Kolory, światła, cienie, dźwięki, cisza. Oszałamiają, wyciszają, uspakajają, pobudzają wyobrażnię. Przemarzające nocą jezioro ryczy jak drapieżne zwierzę albo skrzypi jak zmurszałe schody wiodące na strych. Rozmarzające zaś bulgocze z pogłosem jakby wielkie bąble wydobywały się z najgłębszych głębin. Śnieg skrzypi pod nogami, świecąc tysiącem frywolnych iskierek, zas lodowiec błyszczy w promieniach słońca jak cielsko foki albo wieloryba. Prawdziwy „twardziel”, w którego czasem trudno wbić raki. Nawet księżyc robi tu inne wrażenie, włączając coś na wzór latarni daleko na wzgórzu, rozpala się coraz bardziej po to, by za chwilę wyłonić się jako wielka świetlna kula na dogasającym niebie. Słońce wstaje już póżno, dużo wcześniej niż można je zobaczyć. Jakby coraz dłużej stroiło się przed wyjściem na świat. Zwleka, każe na siebie czekać. Jak prawdziwa dama, chłód ale piękno zeń bijące.
Tak bogaty jest pod tym względem otaczający nas tutaj świat.
Bogaty przez brak.
Brak samochodów, świateł ulicznych, hałasu, bloków ściśniętych w osiedla, neonów reklamowych, kominów fabrycznych.
Wspaniale jest czasem doświadczać braków.