Kaffemik

Od wczesnego popołudnia towarzyszyło nam podekscytowanie. Dzisiaj pierwszy raz od przyjazdu tutaj wybierzemy się na grenlandzki kaffemik. Co prawda raz na jakiś czas na sklepowej tablicy ogłoszeń pojawia się zaproszenie na takową imprezę, jednak nigdy wcześniej nie skorzystaliśmy. Może dlatego, że nie znając zapraszających czuliśmy pewne skrępowanie, a może po prostu za dużo naczytaliśmy się regulaminowych opisów na temat tego rodzaju przyjęć i owa forma nie wydawała nam się specjalnie atrakcyjna.

Kaffemik w wolnym tłumaczeniu znaczy tyle co "Proszę, przyjdź do mojego domu na kawę". Zaproszenie to dotyczy każdego, lecz jest ono szczególnie obligujące dla gości zaproszonych bezpośrednio przez goszczącą rodzinę. Nietaktem jest wtedy nie przyjście. To tradycyjne grenlandzkie spotkanie przy "kawie" organizowane jest zazwyczaj z okazji urodzin, rocznic i innych rodzinnych wydarzeń.
Kaffemik, na który się wybraliśmy, został zorganizowany z okazji 12 urodzin Sivii, córki mojej aerobikowej koleżanki. Wszyscy, którzy chociaż raz w nim uczestniczyli, zachwalali ową imprezę jako jedną z najbardziej wystawnych a przede wszystkim bogatych w grenlandzkie specjały. Teraz wystarczyło jedynie wypytać znajomych o zgodność savoir vivre kaffemikowego nabytego przez nas z książek a rzeczywistego, co by nie popełnić jakiejs drastycznej gafy. A na temat tradycyjnego grenlandzkiego kaffemiku naczytać można się wiele. Wedle przyjętej tradycji jest to impreza raczej przechodnia, na którą wpada się, wręcza upominek , wypija filiżankę lub dwie kawy albo herbaty zakąszając ciastem i wychodzi, żeby nie zajmować miejsca kolejnemu gościowi. Na opisywanych kaffemik raczej się nie dyskutuje, można wymienić jakieś zdanie z sąsiadem na ile pozwala na to chwila a przy wejściu nie tłoczy się juz tłumek kolejnych odwiedzających. Wizytę można nieco wydłużyć na ostatnim etapie jakim jest zapalenie papierosa w wyznaczonym do tego miejscu. Jeśli jednak nie palimy, wypada już tylko powiedzieć gospodarzom qujanaq (dziękuję) i imprezę zakończyć. W tym względzie kaffemik niepodobny jest do posiadówek z cyklu "u cioci na imieninach" jakie znamy z polskiej tradycji.
Czasem poza ciastem i kawą na kaffemik można spróbować tradycyjnego grenlandzkiego jedzenia np. foki czy suszonych ryb albo potrawy z renifera.

Nastawiając się zatem na 15, no może nawet 20 minut imprezy, naładowani teorią, z wielką ciekawością docieramy środowego wieczora do jednego z domków w miasteczku, na urodzinową kawę.
Po powitaniu z gospodarzami i zostawieniu na wieszakach tony ubrań, nieco panicznym wzrokiem próbujemy wśród biegającej dzieciarni zidentyfikować solenizatkę. W końcu udało się, więc przy chóralnym pilluarit (wszystkiego najlepszego) wręczyliśmy drobny upominek i zostaliśmy zaproszeni do głównego salonu. Jego wielkość zdawała się wykluczać jakikolwiek tłok, również kilka osób porozsiadanych w różnych miejscach nie sprawiało wcale wrażenia zbierajacych się zaraz do wyjścia.
Na pierwszym etapie zostalismy zaproszeni do skosztowania grenlandzkich specjałów. Było tego mnóstwo: pieczony renifer i dzika kaczka, zupa rybna oraz wielorybowa, krewetki, suszona ryba i wiele innych smakołyków. Mając na względzie widok na centralnie postawiony stół z kilkunastona ciastami i słodyczami, oszczędnie potraktowałam etap wstepny. Ciasta okazały się wspaniałe a kawę i herbatę gospodarze serwowali napewno więcej niż dwa przepisowe (ksiażkowe) razy. W słodkich nastrojach odśpiewaliśmy solenizantce polskie Sto lat, co by miło wspominała naszą wizytę i włączyliśmy się w wir rozmowy. Tematów było wiele, o zawiłościach grenlandzkiego języka, o grenlandzkim jedzeniu, dzieciach... tylko o tradycjach związanych z kaffemik a wyczytanych przez nas z książek nie wspomnielśmy nawet słowem. Tak oto po prawie dwóch kawowych godzinach ze słowem qujanaq na ustach, powtórzonym pewnie kilkakrotnie, wyszliśmy z tej sympatycznej imprezy.

Wciąż pozostaje pytanie na ile prawdziwe są te wszystkie opisy, które znaleźć można we wszystkich przewodnikach turystycznych. Może zachował się już tylko sam zwyczaj, a jego forma zmieniła się zasadniczo? Chyba zostaje nam jeszcze kiedyś przeznaczyć 15 - 20 minut na kolejną wizytę na jakimś kaffemik i sprawdzić ten fakt.

Sylwia
7-02-2007