16-08-2007
To już naprawdę koniec. O 11:20 z okien samolotu Air Greenland po raz ostatni oglądamy pagórki i nasz fiord. Być może nigdy już ich nie zobaczymy. Grenlandia była naszym domem przez dwa lata, teraz czas na przystanek Polska. Za dwa dni w nowym terminalu warszawskiego lotniska rodzina powita nas w iście królewskim stylu (co podkreśla szwagroskie nazwisko), a w naszym warszawskim mieszkanu będzie czekać równie nieskromna dekoracja wraz z lokalnymi rarytasami kulinarnymi.
Tomek
17-07-2007
Ostatni urlop, ostatnia grenlandzka wyprawa. Lecimy na południowy kraniec wyspy, gdzie skalne ściany rosną z morza ku niebu. To okolice Kap Farvel, czyli Przylądka Pożegnania. Lecimy powiedzieć „żegnaj Grenlandio”.
Tomek
28-06-2007
Mama i teściowa w jednej osobie nawiedza syna i synową osób dwojga. Wraz z nią docierają egzotyczne towary - biały ser, rzodkiewka i świeża marchewka, miodzio po prostu.
Niech chociaż część rodziny zobaczy jak tu się żyje i na co popatrzeć można.
Tomek
27-05-2007
Z pewnym opóźnieniem wzmiankuję o konferencji naukowej, która odbyła się w Kangerlussuaq i zgromadziła kilkadziesiąt osób w taki czy inny sposób związanych z badaniami górnej atmosfery (magnetosfera, plazma i inne hermetyczne dla zwykłego śmiertelnika dziwy): Greenland Space Science Symposium. Część z przybyłych naukowców korzysta z danych wypluwanych przez nasz radar, mieli więc świetną okazję do zapoznania się jak produkcja tych danych wygląda od środka.
W The Economist ukazał się artykuł o magnetosferze, pogodzie kosmicznej i sympozjum. Autorka opublikowała też pamiętnik korespondenta z wizyty na Grenlandii, a pewna amerykańska nauczycielka i dokumentalistka prowadziła weblog. Półgodzinny program ukazał się w grenlandzkiej telewizji. Niestety po obejrzeniu kopii na dvd, trudno powiedzieć czy komentator mówił tylko prawdę - grenlandzka mowa jest jeszcze bardziej hermetyczna niż fizyka plazmy.
ToMasz
11-05-2007
Siedzę na tarasie z zamkniętymi oczami, w uszach słychać wiatr. Ale ponad jego szumem unosi się świergot ptaków, można wprost poczuć się jak w ptasim gaju. Teraz właśnie znaczą one swoje terytoria i dobierają się w pary, wyśpiewując przy tym miłośnie. Otworzyłam oczy. Podążam wzrokiem za serenadą, dwa małe wróblowate z czerwonymi brzuchami. Gdzieś dalej białoszaro upierzone śnieguły.Na ścianie wygrzewają się leniwe muchy, które spędziły zimę, gdzies w zakamarkach tego grenladzkiego świata. Z daleka słychać gęsi, które kluczem podążają na pólnoc.
Nic juz nie zatrzyma tej wiosny.
Sylwia
24-04-2007
Wczoraj, ze sporym poślizgiem czasowym, Tomasz poleciał na Summit camp. Celem jest instalacja anteny radiowej, która służyć ma łączności pracującego tam personelu ze bazą wspierajacą w Kangerlussuaq. Summit camp położony jest na szczycie lądolodu grenlandzkiego, na wysokości 3200m n.p.m. Jest to miejsce, gdzie od lat naukowcy z całego świata prowadzą na szeroką skalę zakrojone badania lądolodu oraz atmosfery. W 1989 roku rozpoczęto tam projekt wiercenia w lodzie, zakończony cztery lata później osiągnięciem dna.
Dzisiaj na lądolodzie iście wiosenna temperatura, bo tylko -22 C w ciągu dnia, ale przy dość sporym wietrze odczuwalne jest -36 C. Jak tam teraz jest można obejrzeć na stronie: http://www.summitcamp.org/transport/weatherstation/
Wszystkiego dobrego mężu w dniu urodzin :)
Sylwia
5-04-2007
Syndrom Tourette'a spadł na nas jak grom z jasnego nieba w ucieleśnieniu Mirka, który dotarł na Grenlandię, realizując swoje marzenia i walkę z bodaj najdziwniejszą wśród ludzi chorobą. Wczoraj ruszył na swoje spotkanie z lądolodem, z którym ma się bratać przez najbliższy miesiąc. Pan jest wielki, że zesłał jemu nas, a nam zaburzył codzienność, wprowadzając w tak niezwykłą rzeczywistość. Oto strona Mirka: www.e-mirek.go.pl.
ToMasz
23-03-2007
Dziś stację odwiedziło dwóch Niemców przybyłych na rekonesans przed przyszłoroczną ekspedycją z misją odkopania jednego z samolotów spoczywających na lądolodzie. Trzeba będzie przekopać sto metrów śniegu, bo tyle nagromadziło się od 1942 r., kiedy to amerykanska eskadra myśliwców Lockheed P-38 Lightning zawróciła z drogi do Europy i awaryjnie wylądowała na lądolodzie, 200 km od wschodniego wybrzeża Grenlandii. Ludzi ewakuowano, samoloty zaś pozostały w stanie nienaruszonym. Niewykluczone, że bezpośrednio po wyciągnięciu ze śniegu maszyna będzie zdatna do lotu. www.lost-squadron.org.
ToMasz
21-03-2007
Pojawiła się opcja odwiedzenia Ameryki. W końcu to rzut beretem stąd, a jako pracownik amerykańskiej instytucji mógłbym za darmo skorzystać z lotu Herculesem stacjonującej pod NY Gwardii Narodowej. Kością w gardle stanęła kwestia wizy. Żeby ją uzyskać, trzeba osobiście stawić się w ambasadzie USA w Warszawie lub Kopenhadze, jako że mieszkając na Grenlandii jestem rezydentem Danii. Tak droga wycieczka przez ocean, tylko po to, żeby wrócić i polecieć jeszcze trochę dalej na jego drugi brzeg, zupełnie mi nie w smak. Brawa dla polskiego rządu! Niech dalej posyła naszych chłopaków do Iraku i Afganistanu. A cała reszta niechaj nadal będzie postrzegana jak chołota, którą Ameryka będzie sprawdzać czy czasem nie chce w niej nielegalnie pracować. Kto ciekaw jak się w Polsce załatwia wizę USA, niech zajrzy np. na www.ewiza.pl. Jako ciekawostkę dodam, że na pytanie wysłane e-mailem do amerykańskich ambasad w Warszawie i Kopenhadze, ta druga odpowiedziała natychmiast, a na lakoniczną odpowiedź z Warszawy trzeba było czekać dwa tygodnie.
ToMasz
26-02-2007
Mimo że śnieg prawie zniknął, w świetnym stanie zachowała się trasa skuterowo-zaprzęgowa wiodąca na zachód, w stronę odległego o ok. 160 km Sisimiut. Sprasowany śnieg topnieje i sublimuje dużo wolniej. Żeby jednak popędzić na zakupy do miasta skuterem, trzeba mieć sprzęt z chłodzeniem powietrznym, a nasze plastic caty wymagają do chłodzenia śniegu obiegającego gąsienicę. Mimo temperatury powietrza -10°C, wracając z 8-km rekonesansu, cztery razy musiałem się zatrzymać by pozwolić ostygnąć maszynie.
06-02-2007
Tak dawno opuściliśmy szkoły a tu nowa lektura o której doniosło nam conajmniej kilku niezależnych dziesięciolatków, tudzież ich rodziców. Anaruk chłopiec z Grenlandii... kolejna więc książka do przeczytania, ale to już chyba w kraju.
A u nas dzień prędko wydłuża się w stronę słońca. Trudno uwierzyć, że miesiąc temu pierwszy raz wychyliło się na moment. Nasza codzienność przez ostatni miesiąc ubarwiona była częściej niż zwykle spotkaniami ze znajomymi. Były tańce czterolatki przy Tomkowej gitarze, pierwszy zaliczony kaffemik (więcej o tym w osobnym tekście), delektowanie sie foką i mattakiem (surowa skóra wieloryba z warstwą tłuszczu... bardzo dobra). Był też wieczór z polskim filmem, dni na moherowej robocie (powstały kapcie barwy fioletowej z wełny merynosów) i wieczorne sobotnie spotkania na modlitwie z grupą świeckich kartuzów w kraju oraz wiele innych, mniejszych i większych wydarzeń.
Zima napatrzyła się chyba na tę polską bo po mroźnej końcówce i początku roku przyszła odwilż, zamieniając w ciagu 2 dni krajobraz z białego i puszystego na szary i chropowaty. Śnieżyce, które pojawiły sie po odwilży poprawiły nieco makeup zimy ale zaledwie na kilka dni, do przyjścia silnego fenu. I znowu samolot nie mogąc lądować zawrócił na Islandię i znowu turyści miejscowego biura w wielkim zadziwnieniu i z niezadowoleniem nie mogli pojeździć zaprzęgiem ani zorzy przez chmury pooglądać.
Czas chyba na sadzenie cebulek tulipanów w doniczkach i porządki wiosenne...
Sylwia
01-02-2007
Po styczniowej odwilży znów napadało śniegu. Nadspodziewanie dużo jak na to miejsce. Ponoć na dalekiej północy śnieg jest twardy jak beton. Kiedyś wycinano z niego bloki jak cegły i budowano domki śnieżne. Ale tu i teraz śnieg jest jak puch. Skuter utknął na środku jeziora - mimo 20-cm warstwy gąsienica ślizgała się po lodzie i długo nie udawało się nim ruszyć w żadną stronę.
Nie wiadomo czemu - czy to z powodu opadów, czy mgły która natrętnie zalega nad lotniskiem - praktycznie codziennie samolot z i do Kopenhagi opóźnia się o kilka godzin. Jednego dnia nawet został na noc, a hotel musiał przenocować z dwustu pasażerów.
ToMasz
22-12-2006
Słońce codziennie wschodzi na dwie godziny, ale go nie widać - kryje się gdzieś za wzgórzami. Okna w przylotniskowych blokach przystrojone świecącymi gwiazdkami. W kilku miejscach stoją importowane z Europy choinki. W sklepie można kupić czekoladowe mikołaje i trochę świątecznych ozdób. Poza tym jest cicho, spokojnie i zimno. Czasem przeleci kruk albo kilka wróblowatych, z których większość dawno poleciała na południe. Co tu jeszcze robią w tych mrokach ci mali maruderzy? Renifery wędrują bliżej ludzkich siedzib - okres łowiecki minął. Idą święta - julli.
ToMasz
22-12-2006
Święta Bożego Narodzenia w tym roku spędzimy tutaj. Wigilię tylko we dwójkę. Pierwszego dnia świąt mamy wspólny obiad, na który każdy przygotuje coś specyficznego dla jego kraju, będzie więc trochę po duńsku (mechanik oraz inżynier), islandzku (szef - inżynier), grenlandzku (żona szefa z trzema synami) no i po polsku :)
Śniegu mamy dużo, mróz do -30° więc klimat również iście świąteczny, tylko na pasterke nie ma gdzie się wybrać...
Sylwia
08-11-2006
Widzisz kochanie ten widok zmrożony oddechem zimy? Pracujesz więc Ci go opowiem. To widok bez ruchu, na chwilkę właśnie zatopiony w pomarańczowym słoncu. Odsłonięty na krótko. Znany nam od miesięcy. Niedługo słońce zgaśnie, schowa wszystko. Nie schowa nam tylko siebie. Ze wszystkich ścieżek tu wydeptanych zostanie tylko ta od Ciebie do mnie. Jedyna jaką można zawsze pokonać bez światła. Ze wszystkich krain na świecie odkrywanych z Tobą największy mróz i największy upał to nie Grenlandia i Afryka ale nasze wspólne radości i smutki.
Tak już będzie zawsze.
Żyjmy więc gdziekolwiek chcemy, oby tylko upalnie.
Sylwia
05-10-2006
I znowu krzaki obnażyły swe nagie gałęzie, tracąc ostatek liści. Odcienie szarości dominujące w krajobrazie, przeplatane tylko gdzieniegdzie szmaragdem jezior, potęgują wrażenie arktycznej pustki i martwoty. Wszystko nastawione jest teraz na oczekiwanie i przetrwanie. Tylko kamieniom nadchodząca zima zdaje się być obojętna. Wydłużające się cienie i wydłużające się ciemności.
Jesień to cicha pora roku, pozbawiona odgłosów letniego życia, a zarazem jeszcze bez chrzęstu mroźnej śnieżno - lodowej powłoki, która pokryje już wkrótce nasz grenlandzki świat. Nawet deszcz strasznie nieśmiały wypłakuje się bardzo cichutko i tylko wiatr zagra na dachu jakąś jesienną etiudę.
Kolorowa grenlandzka jesień dobiegła końca. Już to znamy, już doświadczaliśmy. Wchodzimy w następne zimowanie pełni dobrych myśli i energii letniego słońca. Wchodzimy w tę jesienną ciszę szukać ciszy zamkniętej gdzieś w naszym wnętrzu, zahukanej wrażeniami letnich wyjazdów. Ciemności postawią swój mur gdzieś tu niedaleko, mur nie do przekroczenia. Świat, rozciągnięty na dalekie przestrzenie stanie się niemal punktem. Światła też mniej, tylko Światłość ta sama.
Sylwia
18-09-2006
Niewiele ponad siedem godzin podróży i zupełna zmiana klimatu. Żegnamy zielone lasy i ciepłą, słoneczną Warszawę, witamy rdzawo-brązowe stepy zachodniej Grenlandii. Powietrze jest tu tak suche, że momentalnie pogarsza nam się cera. Jesteśmy na największej wyspie świata, a przestrzeń kompresuje się do najbliższych okolic - dom, baza 150 metrów dalej, jezioro i najbliższe pagóry. Spokój, cisza i... brak bodźców, które tak mocno atakowały w mieście. Wchodzimy w siebie i w kolejne zimowanie.
ToMasz
01-09-2006
Chcemy nawiedzić kraj i bliskich, wgryźć się w świeże jabłka, wsłuchać w szum drzew. Jedziemy więc na wycieczkę zagraniczną. Kombinacja lotów Arctic Umiaq Line, SAS i LOT umożliwia dotarcie do Polski i późniejszy powrót w rekordowym czasie siedem i pół godziny. Dzięki różnicy czasu, wylatując z Warszawy o 7:45 będziemy z powrotem na Grenlandii o 12.
ToMasz
27-08-2006
W nocy temperatura po raz pierwszy spadła do zera. O ile w dzień można się jeszcze wygrzewć w słońcu, to po jego zachodzie robi się rześko.
21-08-2006
Teledysk jednej z popularniejszych grenlandzkich kapel rockowych Chily Friday. Bar w jakimś hotelu, serdelkowate panienki kręcą biodrami i ukradkiem spoglądają ku przyglądającym się im kolesiom, którzy dzierżąc w dłoniach butelki Tuborga dzielą się spostrzeżeniami, zapewne co do ich ruchów lub urody. W finale do jednego z napalonych zaczyna dobierać się cała grupka seksownie przyodzianych grenlandzkich dziewcząt. Niestety czar pryska, bo to sen, a w rzeczywistości marzyciela otaczają rozbawieni kumple. Oczywiście dzierżąc butelki Tuborga.
ToMasz
21-08-2006
Wełnianka traci swe dmuchawce, kłębki waty rozrzuca wiatr. Czerwień i żółć wkrada się do tundry. Jagody w zamrażalce na potem - osłodzą grudniowe mroki.
15-08-2006
Dwie Sylwie w domu. Sylwię M. odwiedza jej kumpela Sylwia M. Trochę zamieszania i śmiechu z powodu tej zbieżności. Sylwia M. pokazała Sylwii M. nasze okoliczne atrakcje i wygoniła na 3 dni do Ilulissat, coby na góry lodowe i grenlandzkie miasto popatrzyła. Sylwia M. patrzyła na lodowy świat, spacerowała po lądolodzie, spotkała woły piżmowe i tylko na pierwszą nocną zorzę się nie załapała. Sylwii M. bardzo podobał się urlop na Grenlandii.
ToMasz
10-08-2006
To już rok odkąd przyjechaliśmy! A wcześniej pierwsza rocznica ślubu. Osobno świętowana, bo Sylwię na CT do szpitala w Nuuk wezwali. A potem był długi urlop - dalekie południe, grenlandzka metropolia, góry skaliste nad fiordem Nuuk i góry lodowe nad fiordem Kangia.
ToMasz
24-07-2006
Moja żona pisze artykuł o lądolodzie. Zachęcam żonę do publikacji, piszę do gazety, gazeta chce wydrukować. Gazeta ma własną wizję tekstu, więc gazeta publikuje coś co było tekstem mojej żony. I ja i żona jesteśmy zawiedzeni. Ale tak jest ponoć zawsze, chyba że to felietony Kapuścińskiego albo reportaże Hugo-Badera. Tak przynajmniej twierdzi Marek Sz.
ToMasz